Cykl fragmentów „ Księgi Pieśni “ jest zwierciadłem tej duszy znękanéj w pogoni za ideałem. Pomimo pozornego bezładu, istnieje między fragmentami Heinowskich pieśni pewien ciąg, pewna systematyczna, zaokrąglona całość. Całość ta stanowi symfonję miłości skończoną, w któréj, charakter allegra uwydatniony jest w
Wiem to na pewno że, będziesz ze mną gdy wstanie nowy dzień. Wiem to na pewno że, będziesz ze mną gdy wstanie nowy dzień. Siedem czerwonych róż, do twoich składam stóp Zatańczysz ze mną, w tę noc na pewno, gdy zgasną światła zórz Porannej rosy smak na ustach twoich mam, Upaja mnie twój śmiech, aż mi zapiera dech.
Hieronim St. Kreis OSB, autor podręcznika Tyniecka ikebana, co i jak oraz albumu na CD Kwiaty przy ołtarzu – dar i modlitwa zauważa, że kwiaty nie zastępują liturgii, ale podkreślają dokonujące się w niej misterium, koncentrują na nim uwagę i – współpracując z innymi elementami wystroju sakralnego wnętrza – pomagają w
Gdy w kościele róż tysiące modlitwa wstawiennicza kapłana zapowiedź modlitwy LIVE czwartek 2000.mp3 Wayne Shorter - Infant Eyes (Rudy Van Gelder Edition) (1999 Digital Remaster)_[muzu]_.mp3 Miles Davis Quintet - Solar (Rudy Van Gelder Remaster).flac
Już przekwitły pęki białych róż. Przeszło lato zima jesień już. Cóż ci teraz dam Jasieńku hej. Gdy z wojenki wrócisz do dziewczyny swej. Cóż ci teraz dam Jasieńku hej. Gdy z wojenki wrócisz do dziewczyny swej. Jasieńkowi nic nie trzeba już. Bo mu kwitną pąki białych róż. Tam pod jarem gdzie w wojence padł.
Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd.
Marcin Jakimowicz (maj 2005) Relikwie Małej Tereski podróżują przez świat. Święta, która przed swą śmiercią obiecała, że gdy tylko trafi do nieba stanie się złodziejką, wykradającą Panu Bogu to, co najlepsze, właśnie zawitała do Polski. Leciała już wojskowym śmigłowcem, była niesiona na ramionach rosłych żołnierzy. Jechała między ogromnymi drapaczami chmur Ameryki, lichymi chatkami Syberii i zrujnowanymi domami Bośni i Hercegowiny. Relikwiarz ze szczątkami jednej z najpopularniejszych Świętych świata nawiedził już kilkadziesiąt krajów. Odwiedzał sanktuaria, klasztory, hospicja, a nawet więzienia. Swą wędrówkę po Polsce rozpocznie 1 maja, a zakończy w pierwszych dniach sierpnia. Kto w Holandii pójdzie do kościoła? Długi na półtora metra i szeroki na metr masywny relikwiarz został ufundowany i zbudowany w Brazylii. Tam, gdzie się pojawia, jak grzyby po deszczu rozwijają się młode wspólnoty, rodzą powołania kapłańskie, a ludzie pozostają w zadziwieniu. Na całym świecie obecność relikwii wywołuje ogromny entuzjazm i ożywienie życia religijnego. Peregrynacji towarzyszyły całonocne śpiewy, zrzucanie z samolotów płatków róż, ulice usłane kwiatami, tańce i kolorowe petardy. W Stanach Zjednoczonych relikwie były przyjęte przez ponad milion osób, a w samej nowojorskiej katedrze św. Patryka przed relikwiarzem uklękło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Po wizycie w Brazylii, gdzie relikwiarz przyjmowano z prawdziwie południowym rozmachem, biskupi napisali, że „Teresa przeszła między ludem jak misjonarz, przyciągając tłumy do Jezusa i wzbudzając wiarę wśród wielu obojętnych”. – Kto w zlaicyzowanej Holandii pójdzie do kościoła? – kręcili głowami sceptycy. Do czasu, gdy relikwie trafiły do Amsterdamu, Eindhoven, Utrechtu i Rotterdamu. Okazało się, że na spotkanie z nimi przyszły prawdziwe tłumy. We Mszy świętej w Nijmegen uczestniczyło dwa razy więcej ludzi niż w czasie Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, a księża od wielu lat nie spowiadali aż tylu wiernych. Tereska? Nie znaju... By celnicy wpuścili relikwiarz na moskiewskie lotnisko, musiały interweniować żony ambasadorów Gwatemali i Brazylii. Udało się. Teresa mogła zawędrować do Sankt Petersburga, a później, jadąc wzdłuż Wołgi i Morza Czarnego, przez Syberię, aż po Władywostok. Gdy relikwiarz zawitał do prażonego słońcem Meksyku, swe bramy otwarło przed nim 12 zatłoczonych więzień. Świadkowie opowiadali o łzach, które towarzyszyły skazanym. Podobnie było w Manili, gdy relikwie Świętej trafiły do największego więzienia w kraju. W gmachu w Muntinlupa osadzonych jest aż 12 tysięcy więźniów, z których setki skazano na karę śmierci. Po wizycie „Małego Kwiatuszka” prezydent wielu złagodził tę karę. To nie pierwszy kontakt Teresy z więźniami. Jeszcze za życia Święta dowiedziała się o Henrim Pranzinim, wielkim zbrodniarzu, który – skazany na szafot – trwał uparcie w niewierze. Zaczęła wówczas szturmować niebo i bardzo długo modliła się za niego. Pisała, że „sama nic nie może uczynić”, ofiarowała więc Bogu zasługi męki Jezusa i prosiła o odprawienie Mszy świętej. Cud dokonał się na samej szubienicy 31 sierpnia 1887. Zanim sznur oplótł głowę skazańca, ten odwrócił się nagle, złapał krucyfiks, który kapłan niósł w swojej ręce, i „trzykroć ucałował święte rany”.
Pisząc ten tekst, spoglądam przez okno na wysokie na prawie 100 m wieże bazyliki św. Antoniego w Rybniku. To chyba najbardziej rozpoznawalny symbol miasta. I nie mogę się nadziwić, że niewiele brakowało, aby kościoła – a pewnie i mojego, stojącego nieopodal starego domu – nie byłoby dzisiaj, gdyby nie pewna zakonnica o nienachalnej urodzie i… kilka pęt kiełbasy!Rok 1903 to dla rybniczan ważny moment – właśnie wtedy rozpoczyna się budowa kościoła św. Antoniego, który to święty czczony jest w mieście od wieków. Na miejscu malutkiej kapliczki ma stanąć potężna, neogotycka świątynia! Ten ważny fakt odnotowują kroniki miejskie, a oczy mieszkańców zwrócone są na plac tym samym roku, kilkanaście kilometrów dalej, przychodzi na świat Jadwiga Hary. Jej narodziny odnotowują tylko w księdze parafialnej, nikt też jej się specjalnie nie przypatruje – ot, kolejne dziecko w tradycyjnej, wielodzietnej rodzinie. Komu by tam przyszło do głowy, że ta mała dziewczynka dokona kiedyś wielkich rzeczy! Tymczasem mijają lata. Jadzia wyrasta na wysoką, dobrze zbudowaną kobietę, a kościół św. Antoniego staje się najwyższą świątynią Górnego Śląska. Rówieśnicy…„Idź do tabernakulum!”Choć Jadzia znana jest ze swojego „charakterku”, to od zawsze czuje powołanie zakonne. Decyduje się więc wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek pod Zamościem, gdzie przyjmuje imię Łucja. Opuszcza je po czterech latach – być może ze względu na stan zdrowia, a może to po prostu nie jej miejsce. Ale jeszcze będąc kilkaset kilometrów od rodzinnego Śląska, ma sen, w którym widzi grozę wojny, rosyjskie wojska w jej ukochanym Rybniku, armaty i ciała żołnierzy pod kościołem św. śnie słyszy też głos: „Idź do tabernakulum! Tam dokonuje się wielka zbrodnia!”. Stara się jednak nie myśleć o tym, co jej się przyśniło. Po jakimś czasie od powrotu na Śląsk zostaje przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek, które swoją siedzibę mają przy rybnickiej świątyni. Tam, pod cudami słynącą figurą św. Antoniego, Jadwiga składa śluby zakonne i przyjmuje imię Damascena. „Modliłam się w tym dniu ogromnie za ten kościół, aby Bóg zachował go od zamknięcia i podniósł kościół św. Antoniego do wyższej rangi chwały Bożej” – zapisuje we nadchodzi wojna, Rybnik – jak większość Górnego Śląska – zostaje siłą wcielony do III Rzeszy. Przez całą wojenną zawieruchę siostra Damascena opiekuje się potrzebującymi i… kościołem – swoim rówieśnikiem. Wreszcie nadchodzi styczeń 1945 roku. Do miasta zbliża się „Iwan”, jak nazywano wojska sowieckie. Wkrótce miasto zostaje otoczone z trzech stron, jest tylko jedna droga ucieczki. Niemcy szykują się do ostatecznego placu kościelnym stają armaty, a sam kościół wypełnia się żołnierzami. Ale na swoim stanowisku pozostaje też siostra Damascena – mimo zgody przełożonych na powrót do rodzinnego domu, nie chce zostawić swojego „Antoniczka”. Pilnuje Najświętszego Sakramentu, a cenne wyposażenie kościoła znosi do skrytki w piwnicy. Kiedy zaczyna się walka, regularny ostrzał trwa kilka godzin, a gruzy sypią się do wnętrza przez wybite, ogromne okna. Gdy strzały cichną, zakonnica znajduje wielu zabitych niemieckich żołnierzy, leżących wokół kościoła. Robi, co może, aby godnie ich pochować – własnymi siłami ciągnie bezwładne ciała do znajdujących się pod płotem rowów, kropi je wodą święconą. Teraz to już nie wrogowie – to ludzie, którzy stracili życie, gdzieś tam zostały ich matki, żony… Nagle z wnętrza kościoła dobiega ją hałas – sowiecki żołnierz w baranicy na głowie łomem próbuje rozwalić ten widok charakterna zakonnica wskakuje na ołtarz, obejmuje rękami tabernakulum i wrzeszczy: „To mój Jezus i Bóg! Nie wolno Go znieważać!”. O dziwo, napastnik ucieka, a niemiecki żołnierz – jak się okazało, kleryk – pomaga Damascenie otworzyć uszkodzone tabernakulum, wypełnione Ciałem Pańskim. Konsekrowane hostie pakuje do tobołka i z bezcennym zawiniątkiem na plecach, pod ostrzałem artylerii, rusza do klasztoru. Spełniają się słowa, które usłyszała przed laty we śnie…Bomby i kiełbasyKlasztor wypełniony jest już niemieckimi żołnierzami, wśród nich znajduje się także kapelan wojskowy. To on zdradza, że kościół i klasztor są zaminowane. Niemcy wiedząc, że zostaną wyparci z miasta, nie chcą pozostawiać wrogom świetnego punktu obserwacyjnego. Umieszczają więc w 95–metrowych wieżach ogromne ilości ładunków wybuchowych, prawdopodobnie licząc na to, że potężny wybuch zniszczy dużą część miasta, a gruzy zasypią ulice i zablokują czerwonoarmistom zaczynają przygotowywać się na nieuchronną śmierć, kiedy nagle jedna z sióstr rzuca – a może Damascena unieruchomiłaby te miny? Krewkiej siostrze nie trzeba dwa razy powtarzać. Uzyskawszy zgodę przełożonej, biegnie do ukochanego kościoła. Jego wnętrze owinięte jest drutami, a niektóre z nich prowadzą do miasta. Ale skąd wiedzieć, co można przeciąć, żeby nie przyspieszyć wybuchu? Damascena decyduje się pójść po radę do zaprzyjaźnionego rzeźnika, Bonka, który potajemnie robił niemieckim żołnierzom kiełbasy. Z niektórymi nawet zdążył się zaprzyjaźnić… Przyjaźń i kiełbasy okazały się być na wagę złota – przekupieni trzema pętami „wusztu” Niemcy unieruchamiają detonator.„Tylko trzymać gębę, bo Hitler dałby nas wszystkich powiesić” – zaznaczają żołnierze. Siostra Damascena może więc w tajemnicy poprzecinać okablowanie. Świątynia – a z nią część centrum Rybnika – zostaje jak mieczKiedy do miasta wkraczają Sowieci, Damascena wprowadza się do kościoła. Nocuje pod kaplicą Matki Boskiej Bolesnej, żeby strzec świątyni przed zniszczeniem. Kiedy w kościele wybucha pożar, zwołuje okolicznych mieszkańców – głownie kobiety – i gaszą ogień piaskiem. Innym razem słyszy w kościele rosyjskie głosy. W piwnicy trafia na kilku Rosjan, wśród nich jedną kobietę. „Wy diabły! Co wy tu robicie!” – krzyczy Damascena, po czym wyrwawszy z rąk kobiety wielką świecę, zaczyna walić nią w głowę zaskoczonej Rosjanki, a potem kopać i pluć na mężczyzn. Jeden z żołnierzy wymierza w nią karabin, ale Damascena uderza go w rękę. Nie strzela… W końcu Sowieci opuszczają kościół, nie zabierając spakowanych już łupów. Wszystko udaje się wojnie Damascena dalej pracuje dla swojego „Antoniczka”. O swoich przeżyciach przez lata nie mówi – robi to dopiero na wyraźne polecenie przełożonych. Umiera w 1971 roku. Dwie dekady później, 8 grudnia 1993 roku kościół zostaje ogłoszony bazyliką mniejszą. Jej modlitwa, zanoszona w dniu ślubów, została wysłuchana.(Przygotowując tekst korzystałam z książki Agaty Puścikowskiej „Wojenne Siostry”, wyd. Znak 2019 oraz z artykułu Przemysława Kucharczaka „Sen Damasceny”, Gość katowicki 26/2019)Czytaj także:Ta 102-letnia zakonnica pokonała koronawirusa! Co powiedziała kapelanowi?Czytaj także:„Tak bym chciała siostrą zostać” – przeróbka disco polo promująca powołania zakonne
„Pieniądze idą do nieba. Najpierw idzie 10 złotych i gdy jest przy bramie słyszy od św. Piotra: – Ty 10 złotych nie pójdziesz do nieba! – zdziwione 10 złotych czeka przy bramie. Idzie 50 złotych i słyszy to samo. Idzie 100 złotych i zostaje potraktowane podobnie. W końcu turla się moneta 1-złotowa. – Ty złotówko zasługujesz na niebo. – mówi św. Piotr. Inne pieniądze się buntują. – Jak to! My mamy większą wartość, a taka złotówka idzie do nieba? – Św. Piotr patrzy na nie i mówi: – A kiedy to ja was ostatnio w kościele widziałem?” Ten znany dowcip świetnie obrazuje coniedzielne składki zbierane w polskich kościołach, popularnie zwane tacą. Finanse kościoła zawsze były kontrowersyjnym tematem, a my dziś „wbijamy kij w mrowisko” i sprawdzamy finanse największej pyrzyckiej parafii. Pyrzycka parafia pw. św. Ottona powołana została w roku 1910. Od 1945 prowadzona jest przez zakonników z Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu. Swoim zasięgiem obejmuje północną i zachodnią część Pyrzyc, a także Rzepnowo, Stróżewo i Okunicę. Obsługuje więc cztery kościoły, a jej teren zamieszkuje około 11 tysięcy osób. W niedzielnych nabożeństwach uczestniczy nieco ponad dwa tysiące wiernych. Przy parafii działa 13 wspólnot, w których swoje miejsce znajdują osoby w każdym wieku. Działa zarówno duszpasterstwo dzieci, jak i róże Żywego Różańca, czy chór parafialny. Swoją posługę pełni tu pięciu księży. Fundusze z „tacy” Inflacja idzie w górę. W czasach denominacji złotówki, która miała miejsce 20 lat temu za zwykłą gazetę płaciliśmy około 60-70 groszy. Dzisiaj ta cena wynosi prawie 3 złote. Za litr benzyny bezołowiowej 95-oktanowej w połowie roku 1999 płaciliśmy około 2,5 złotego, a jeszcze kilka miesięcy temu była ona ponad 100 procent wyższa. Jak widać – rosną praktycznie wszystkie ceny, jednak u wielu osób nie rośnie ofiarność. Tak jak było dawniej, tak i obecnie przy zbieraniu niedzielnej składki w czasie Mszy najczęściej pojawiają się monety 1- i 2-złotowe. Znacznie rzadziej można natknąć się na 5-złotówki, nie wspominając już o banknotach, których „na tacy” jest stosunkowo niewiele. Z czego to wynika? Nie może ulegać wątpliwości, że po prostu sytuacja finansowa wielu rodzin nie pozwala na większą ofiarność, nawet jeśliby chciały. Jest jednak grono osób, których ofiarność nie rośnie, ponieważ „nie będą dawać księdzu”, „kościół jest bogaty”, „oni tylko na super fury kasę wydają”. Taca w kościele jest dobrowolna i o brak ofiary nikt do nikogo pretensji nie ma, tym bardziej, że proboszcz parafii pw. św. Ottona nie narzeka na ofiarność. – Bilans udaje nam się domknąć. – mówi ks. Tadeusz Kłapkowski TChr. – Jeśli jednak chcielibyśmy myśleć o inwestycjach, to już funduszy zaczyna brakować. – dodaje. Może zatem zanim stwierdzimy, że ksiądz te pieniądze bierze dla siebie, warto zobaczyć jak wyglądają fundusze swojej parafii? Parafia musi dotować Niedzielna taca, która często jest najbardziej kontrowersyjnym elementem parafialnych finansów każdej niedzieli wynosi około 3,6 tysiąca złotych. W ciągu miesiąca daje to nieco ponad 14 tysięcy złotych, a w skali roku prawie 173 tysiące złotych. Jak mówi proboszcz wydatki bieżące parafii w przeciągu roku wynoszą około 200 tysięcy złotych. – Są to między innymi opłaty za oświetlenie, ogrzewanie, inne media. – wylicza ks. T. Kłapkowski. – Do tego trzeba doliczyć kwoty, które każda parafia ma obowiązek odprowadzić na utrzymanie kurii oraz seminarium diecezjalnego w Szczecinie, misje, dzieła charytatywne, pomoc dla katolików na Wschodzie, rekolekcje czy wyjazdy dla grup dzieci i młodzieży, ubezpieczenia i remonty, a my dodatkowo składamy się też na utrzymanie seminarium naszego zgromadzenia w Poznaniu. – stwierdza proboszcz. To jeszcze nie koniec wydatków, kościół bowiem także płaci podatki. W parafii św. Ottona opłaca je proboszcz oraz wikariusz. Kwota, jaką muszą oddać fiskusowi jest wyliczana na podstawie liczby osób mieszkających na terenie parafii, nie zaś chodzących do kościoła. Ogólnie roczne podstawowe wydatki, które parafia musi ponieść mogą zamknąć się w kwocie 220 tysięcy złotych. Dociekliwi mogą jednak zapytać o fundusz kościelny, o którym tak wiele się w ostatnim czasie mówi. – Fundusz kościelny wspomaga nas głównie jeśli chodzi o odnowienie zabytkowych świątyń, budowę nowych kościołów czy niewielkie dopłacanie do ZUSu dla księży którzy nie pracują w szkole. Nie są to wysokie dotacje. – mówi ks. T. Kłapkowski. Do samych funduszy parafialnych dochodzą jeszcze dobrowolne ofiary za sprawowanie sakramentów – ślubów. Jak zapowiada proboszcz – pełne rozliczenie za rok 2015 zostanie przedstawione ogółowi parafian. Wykopaliska trwają Parafia jednak – co widać gołym okiem cały czas stara się inwestować. Wśród ostatnich inwestycji najbardziej widoczne są nowa, rzeźbiona rama do obrazu patronki kościoła parafialnego – Matki Bożej Wniebowziętej oraz dokończenie prac wykopaliskowych przy kościele, które od początku trwania do chwili obecnej pochłonęły około 50 tysięcy złotych. Przeprowadzono też pierwszy od rozbudowy plebanii, która miała miejsce 15 lat temu generalny remont sieci grzewczej. Pochłonął on 20 tysięcy złotych, ale do wyremontowania pozostaje jeszcze komin. Nie działają też kolektory słoneczne. Naprawiono też maty ogrzewające ławki w kościele, tak żeby już przy pierwszych mrozach zostały uruchomione, co zresztą się udało. Aby każdy mógł przyjść… Teraz parafię czekają trzy duże inwestycje. Najszybciej będziemy mogli spodziewać się stworzenia Kaplicy Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu. – Kaplica powstanie w dotychczasowej salce „Caritas”, a prace przystosowujące ją do użytku liturgicznego już się zaczęły. – stwierdza proboszcz. – Chcemy dać wszystkim mieszkańcom oraz odwiedzającym Pyrzyce możliwość całodziennej adoracji, tak aby każdy mógł podejść na chwilę modlitwy w dogodnym dla siebie czasie. – argumentuje konieczność powstania kaplicy ksiądz. Obecnie trwa regotyzacja ścian. Niedługo będą one musiały zostać oczyszczone i osuszone. Trzeba będzie także wymienić okna, które nie były ruszane od odbudowy kościoła, a także położona zostanie ceglana posadzka. Do tego trzeba będzie jeszcze wyposażyć kaplicę w sprzęty liturgiczne, ławki oraz nowe oświetlenie. Otwarcie kaplicy planowane jest na odpust parafialny w czerwcu 2016. Całość tej inwestycji może kosztować szacunkowo 60-80 tysięcy złotych. – Jest to jednak zabytkowy kościół, ciągle odkrywamy nowe rzeczy do zrobienia, więc koszty mogą wzrosnąć. – zaznacza proboszcz. Kościół zasłużył na nowe organy Znacznie bardziej kosztowne będą dwie kolejne inwestycje. Kościół parafialny oczekuje na nowe organy. Obecne są 11-głosowym instrumentem, który został złożony z organów z okolicznych miejscowości. Obecnie trwają poszukiwania odpowiedniego instrumentu, nie będzie to bowiem świeża produkcja, ale najprawdopodobniej instrument zostanie sprowadzony z któregoś z kościołów w Niemczech. Marzeniem proboszcza jest aby był to minimum 36-głosowy instrument. – Takie organy zostaną zainstalowane na obecnie pustym głównym chórze kościoła. Tego typu instrument pozwala nie tylko na piękną oprawę liturgii, ale również np. organizację koncertów organowych. – stwierdza ks. T. Kłapowski. W zależności od stanu instrumentu i jego możliwości cena może wahać się od 70 do ponad 100 tysięcy złotych. Szacuje się, że łącznie z przewiezieniem, potrzebną renowacją i instalacją w Pyrzycach koszty mogą wynieść około 150 tysięcy złotych. Dom parafialny – dla parafian, nie dla księży Najbardziej rozciągła terminowo i pochłaniająca zdecydowanie najwięcej pieniędzy będzie jednak budowa domu parafialnego. Budynek ma powstać nad badanymi właśnie średniowiecznymi piwnicami, a tylko koszt projektu może wahać się od 60 do 80 tysięcy złotych. Z zewnątrz powinien on odzwierciedlać kamienicę, która w tym miejscu stała przed II wojną światową. Wewnątrz natomiast, zgodnie z założeniem proboszcza ma znaleźć się sala ze sceną, w której znajdzie się miejsce dla 150-200 osób. Oprócz niej będą też mniejsze pomieszczenia przeznaczone na kancelarię parafialną czy też prowadzenie spotkań duszpasterskich. – Wszystko to dla wygody naszych parafian i dla bardziej efektywnego prowadzenia duszpasterstwa. Liczymy na to, że na tą inwestycję uda nam się pozyskać fundusze z Unii Europejskiej. Mimo to będzie jednak potrzebne duże wsparcie innych środków. – mówi ksiądz. Jednak, żeby podjąć jakiekolwiek prace działka musi w całości należeć do jednego podmiotu. Parafia czeka więc cały czas na przekazanie jej części przez pyrzycki magistrat. Dodać też należy, że stan kościołów filialnych domaga się dość pokaźnych wydatków (malowanie, ogrodzenia i inne). Uczestniczących w niedzielnych Mszach św. na filiach są raczej niewielkie grupki, a więc oczekują jakiegoś wsparcia z kościoła parafialnego. Naprawdę „darmozjady”? Warto też zwrócić uwagę na to, dlaczego księża „wołają o kasę”. W danej parafii przebywają oni przez określony czas. Nie inwestują więc dla własnej wygody. Jeżeli budowany jest dom parafialny czy nabywane nowe organy, to jest to czynione dla parafian, którzy tutaj mieszkają i tutaj zostaną, podczas gdy ksiądz, który podejmował się tej inicjatywy i tak zostanie przeniesiony. Prowadzenie duszpasterstwa na zlaicyzowanym Pomorzu Zachodnim nie jest łatwe, a każdy, kto uczestniczy w życiu parafialnym przyzna, że dwie niewielkie salki w tymczasowym baraku są zupełnie niewystarczające wobec trudnych wyzwań laicyzującego się coraz bardziej świata. Zresztą – na parafię tak „poważna” i znaczącą na mapie archidiecezji to rozwiązanie bardzo tymczasowe nie może być rozwiązaniem ostatecznym. Parafia obejmuje swoim zasięgiem cztery miejscowości, więc trzeba jakoś dotrzeć do kościołów filialnych. W samej pracy duszpasterskiej samochód jest też dużą pomocą. Co zaś tyczy się remontu plebanii – każdy ma prawo do mieszkania w godnych warunkach, szczególnie wtedy, gdy na nie pracuje. A pamiętajmy, że posługa księdza również jest jego pracą, np. jako katecheta w szkole. A ludzie, którzy mówią, że duchowni to „darmozjady” chcąc zachować obiektywizm powinni spojrzeć na wiele osób, które wręcz wymagają, żeby je dotować, ale same w kierunku zapracowania sobie na fundusze nie robią kompletnie nic. Skoro więc pewne kręgi chcą ograniczyć dotowanie katechezy w szkołach czy odbudowy zabytków i przeznaczyć te fundusze inne, nie wątpię, że ważne działy życia społecznego, to może zaostrzmy też programy finansowania innych stanów społecznych, aby wsparcie otrzymywali ci, którzy naprawdę go potrzebują, a pieniądze zaoszczędzone na pozostałych przeznaczone były także na ważniejsze dla społeczeństwa cele?
O. Jacek Salij OP Potęga modlitwy różańcowej Treść: Parę słów na temat prehistorii różańca Matka Boża Zwycięska Męczennicy różańcowi Próba uchwycenia samej istoty modlitwy różańcowej *** Parę słów na temat prehistorii różańca Zwyczaj powtarzania tych samych krótkich formuł jest powszechnym zjawiskiem religijnym. Znany w jest w tradycji łacińskiej Kościoła, wystarczy wspomnieć nasze liczne litanie, albo chociażby Psalm 136 z jego powtarzającym się refrenem “Bo Jego łaska na wieki”. Nie mniej znany jest w Kościołach wschodnich. Sznury z paciorkami do liczenia powtarzanych formuł modlitewnych lub medytacyjnych znane są również w różnych religiach niechrześcijańskich, np. w hinduizmie, buddyzmie, islamie1. Natomiast pierwsze zapisane chrześcijańskie świadectwo wielokrotnego powtarzania tych samych modlitw zawdzięczamy znanemu historykowi Kościoła, Sozomenowi. Dotyczy ono sławnego patriarchy życia pustelniczego, Pawła z Teb (228-341): “Ciągle się modlił, codziennie trzysta modlitw składając Bogu w ofierze, jakby się uiszczał z jakiejś daniny. Aby się zaś niepostrzeżenie nie pomylić w rachubie, trzysta kamyków wrzucał w zanadrze, i po każdej modlitwie jeden kamyk wyrzucał. Kiedy wyrzucił ostatni kamyk, znaczyło to, że liczba modlitw równa się pełnej liczbie kamyków”2. Z kolei zapewne pierwsze świadectwo wielokrotnego odmawiania Zdrowaś Mario znajduje się w żywocie Ildefonsa, biskupa Toledo (+667)3. Sam jednak zwyczaj modlenia się słowami Archanioła Gabriela jest wcześniejszy, początek wziął z liturgii, o czym świadczą najstarsze księgi liturgiczne4. Dość długo dokonywało się przyłączanie imienia Jezus do Pozdrowienia Anielskiego. Rainer Scherschel łączy to z zapoczątkowanym przez św. Anzelma z Canterbury nabożeństwem do Imienia Jezus5. Papież Urban IV (1261-1264) udzielił 30 dni odpustu za dołączenie do Pozdrowienia Anielskiego imienia Jezus. Proces dołączania imienia Jezus do Zdrowaś Mario przebiegał zapewne powoli, skoro jeszcze kilka razy papieże popierali odpustami ten dodatek – Jan XXII (1316-1334) oraz Innocenty VIII w swojej bulli Splendor paternae gloriae z 26 lutego 14916. Jeśli idzie o drugą część Zdrowaś Mario, została ona umieszczona w brewiarzu rzymskim dopiero na polecenie Piusa V (1566-1572).7 Co najmniej dwa poważne argumenty wskazują na szczególną rolę św. Dominika (+1221) w dziejach różańca. Po pierwsze, wielki propagator różańca, bł. Alan de la Roche (1428-1475) wielokrotnie i z naciskiem podkreślał, że pierwszym krzewicielem różańca maryjnego był właśnie św. Dominik8 - bardzo możliwe, że Alan jest wyrazicielem żywej wtedy tradycji, wyrastającej z rzeczywistych faktów z życia św. Dominika. Po wtóre, zachowało się kilka obrazów z XIV wieku (w kościele w Muret znajduje się nawet taki obraz z XIII wieku), przedstawiających św. Dominika, otrzymującego różaniec z rąk Matki Bożej. Pochodzenie różańca od św. Dominika zakwestionował w roku 1903 H. Holzapfel9. Praktycznie jednak udowodnił on tylko to, że założyciel Dominikanów prawdopodobnie nie łączył jeszcze odmawiania pacierzy różańcowych z medytacją tajemnic wiary. Zwolennik tezy Holzapfela, R. Scherschel – biorąc pod uwagę zastanawiająco wczesne pojawienie się motywu różańcowego w tradycji ikonograficznej św. Dominika – proponuje tezę pośrednią: “Chociaż różaniec nie pochodzi od św. Dominika, to jednak, w naszej perspektywie historycznej ewolucji tej modlitwy, niemało miejsca poświęcić trzeba jego osobie w uznaniu, że przyczynił się do jej rozwoju, dowartościowania i rozpowszechnienia przez to, iż sam odmawiał i popierał odmawianie pięćdziesiątki względnie psalterium, czyli poniekąd swoich czasów. Właśnie to i tylko to zaświadczają stare malowidła z XIII czy XIV wieku, na których Dominik otrzymuje z rąk Matki Bożej różaniec, czyli sznur do liczenia Zdrowaś Maryjo”10. Od kiedy odmawianie pacierzy różańcowych zaczęto łączyć z medytacją nad istotnymi tajemnicami wiary? Czołowi badacze historii różańca skłonni są źródeł tej błogosławionej innowacji szukać w klasztorze kartuzów w Trewirze, gdzie na początku wieku XV zaczęto do Zdrowaś Mario dodawać tzw. klauzule. Zatem dwaj kartuzi z tego klasztoru – Adolf z Essen, a zwłaszcza Dominik z Prus – byliby założycielami różańca we współczesnym słowa znaczeniu, mianowicie oni pierwsi, jak się wydaje, połączyli odmawianie pacierzy z medytacją tajemnic wiary11. Warto zwrócić uwagę na to – byłby to bardzo wczesny precedens dla zaproponowanych przez Jana Pawła II “tajemnic Światła” – że wśród pięćdziesięciu klauzul różańcowych, jakie opracował Dominik z Prus, aż osiem dotyczy działalności publicznej Pana Jezusa: “Którego Jan ochrzcił w Jordanie i wskazał Go jako Baranka Bożego”, “Który przez czterdzieści dni pościł na pustyni, a szatan kusił Go tam po trzykroć”, “Który zebrawszy uczniów głosił światu królestwo niebieskie”, “Który przywracał wzrok ślepym, oczyszczał trędowatych, leczył chromych i uwalniał wszystkich dręczonych przez diabła”, “Którego stopy Maria Magdalena oblała łzami, wytarła włosami, całowała i namaściła olejkiem”, “Który wskrzesił martwego od czterech dni Łazarza, a także innych zmarłych”, “Który w Niedzielę Palmową siedząc na oślęciu przyjęty został przez lud z wielką chwał”, “Który na ostatniej swej wieczerzy ustanowił czcigodny sakrament swego ciała i krwi”12. Natomiast pierwszy poświęcony różańcowi dokument papieski to wydana 30 maja 1478 bulla Pastoris aeterni Sykstusa IV, zatwierdzająca bractwo różańcowe przy kościele Dominikanów w Kolonii. Członkowie tego bractwa – pisze papież – “zwykli odmawiać w ciągu trzech dni każdego tygodnia piętnaście razy Modlitwę Pańską i sto pięćdziesiąt razy Pozdrowienie Anielskie na cześć Najświętszej Maryi Panny, a modlitwy te i pozdrowienia nazywają różańcem. Również poza Kolonią, w innych miastach i miejscowościach bardzo wielu wiernych obojga płci należy do tego bractwa”13. Warto wiedzieć, że cytowany tu już dwukrotnie, wydany w roku 1891 na zlecenie generała Dominikanów, Józefa Marię Larroca, zbiór papieskich dokumentów różańcowych14 zawiera 219 różnych bulli i dekretów zatwierdzających lub promujących bractwa różańcowe oraz inne formy pobożności różańcowej, przyznających odpusty, zachęcających do odmawiania różańca, itp. Jeśli do tego dodać 238 poświęconych różańcowi dokumentów wydanych przez różne urzędy Stolicy Apostolskiej, zbiór ten – liczący sobie 457 dokumentów! – przedstawia się rzeczywiście imponująco. Dlatego zaś dokumentów tych jest aż tak wiele, gdyż przeważnie skierowane są one do jakichś partykularnych bractw lub kościołów. Trudno wątpić, że tak jednoznaczne poparcie Stolicy Apostolskiej dla modlitwy różańcowej przyczyniło się ogromnie do jej popularności w Kościele. Dokumenty Stolicy Apostolskiej nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że przez całe stulecia podstawowym narzędziem krzewienia tej formy modlitwy były bractwa różańcowe. One organizowały różańcowe nabożeństwa i procesje, niekiedy miały własne kaplice w kościołach, zwłaszcza dominikańskich, często fundowały dla kościołów obraz Matki Bożej Różańcowej, przynależność do bractwa zwiększała możliwości uzyskania odpustów. Przez całe wieki zwyczajnym obowiązkiem członków bractwa było odmówienie w ciągu każdego tygodnia całego różańca. Matka Boża Zwycięska Pierwszym wielkim papieżem różańcowym był św. Pius V. W wydanej 17 września 1569 konstytucji apostolskiej Consueverunt Romani Pontifices zaleca on różaniec jako szczególnie skuteczną modlitwę błagalną w czasie zagrożeń i utrapień, niewątpliwie mając na myśli ówczesne rozdarcie chrześcijaństwa po wystąpieniu Marcina Lutra oraz narastające wtedy zagrożenie ze strony Turków, którzy nie ukrywali, że następnym ich celem po zdobyciu Konstantynopola jest zdobycie Rzymu. “Biskupi rzymscy oraz inni święci ojcowie, nasi poprzednicy – że przytoczę pierwsze zdanie wspomnianej konstytucji – ilekroć trapiły ich wojny cielesne bądź duchowe, albo kiedy zagrażały im inne niebezpieczeństwa, mieli zwyczaj z tym większym pokojem i żarliwością służyć i oddawać się Bogu, aby tym łatwiej uniknąć zagrożeń i uzyskać bezpieczeństwo. Błagali o Bożą pomoc, swoimi prośbami i litaniami wzywali wstawiennictwa Świętych, i wraz z Dawidem wznosili oczy ku górom, mając niezachwianą nadzieję, że stamtąd przyjdzie im pomoc”15. Papież wspomniał ponadto w tym dokumencie, że powtarzając “stosownie do liczby Psalmów Dawida sto pięćdziesiąt Pozdrowień Anielskich, z Modlitwą Pańską przy każdej dziesiątce, medytuje się, czci i rozmyśla o całym życiu Pana naszego Jezusa Chrystusa”16. Przesadą byłoby jednak twierdzić, a twierdzenie takie można spotkać w niektórych książkach poświęconych historii różańca, jakoby dopiero w konstytucji apostolskiej Consueverunt Romani Pontifices ustalona została ostateczna forma tej modlitwy. Wydaje się, że duszpasterskie znaczenie tej konstytucji polega przede wszystkim na podkreśleniu wielkiej skuteczności różańca. Rzecz jasna, kiedy wkrótce potem niebezpieczeństwo tureckie zaczęło coraz bardziej narastać, różaniec stał się szczególnie ważną modlitwą o ocalenie, przełomowe zaś – dwa lata później, 7 października 1571 - zwycięstwo nad znacznie liczniejszą flotą turecką pod Lepanto zaczęło być przypisywane potędze modlitwy różańcowej. Żywe odtąd, również dzisiaj, przeświadczenie, że różaniec jest modlitwą szczególnie skuteczną, stało się nieustannym źródłem jego popularności w Kościele. Odnotujmy jeszcze, że szczególnym owocem zwycięstwa pod Lepanto, który wiele przyczyniał się do popularności modlitwy różańcowej, było ustanowione przez następcę Piusa V, Grzegorza XIII, dekretem z 1 kwietnia 1573 święto Matki Bożej Różańcowej. Papież nakazał obchodzić je – wyraźnie zaznaczając, że jest to podziękowanie Bogu za ocalenie od niebezpieczeństwa tureckiego – w każdą pierwszą niedzielę października17. W każdym katolickim kościele głoszone było dzięki temu świętu rok rocznie kazanie zachęcające do odmawiania różańca, w wielu zaś kościołach ważną formą popularyzacji tej modlitwy były urządzane z okazji tego święta procesje różańcowe18. W wiekach następnych, kilka inicjatyw oddolnych oraz dwie wielkie inicjatywy papieskie wciąż na nowo odświeżały i pogłębiały w Kościele pobożność różańcową. Najpierw wymieńmy założony za pontyfikatu Urbana VIII (1623-1644) przez dominikanów włoskich, Petroniusza Martini oraz Tymoteusza Ricci, tzw. “różaniec wieczny”19. Jego idea polegała na tym, żeby Matka Najświętsza była czczona nieustanną modlitwą różańcową i w tym celu 8760 godzin, jakie składają się na jeden rok, rozdzielano między tyluż ludzi. Do inicjatywy, niegdyś ogromnie popularnej zwłaszcza we Włoszech i w Hiszpanii, przyłączył się sam papież Urban VIII, któremu przypadła ostatnia godzina przed północą każdego 22 maja. Ustalona przez inicjatorów “różańca wiecznego” zasada, że każda z 8760 godzin powinna być obsadzona przez innego modlącego się istotnie utrudniała rozwój tej inicjatywy, toteż – w połowie XIX wieku, za sprawą Augustyna Charbon – zrezygnowano z cyklu całorocznego na rzecz cyklu comiesięcznego. Bez porównania większą popularność uzyskał założony w Lyonie przez Paulinę Marię Jaricot w roku 1826 i po dziś dzień popularny “żywy różaniec”, polegający na organizowaniu się w piętnastoosobowe grupy, zwane “różami”, zobowiązujące się do codziennego odmawiania jednej dziesiątki różańca, tak żeby wszyscy razem – ponieważ każdy z członków “róży” medytuje inną tajemnicę – odmówili cały różaniec. Rzecz jasna, po wprowadzeniu przez Jana Pawła II “tajemnic Światła” róże powinny być teraz dwudziestoosobowe. W wieku XIX Kościół miał drugiego po św. Piusie V papieża, który okazał się wielkim promotorem różańca. Był nim Leon XIII (1878-1903), autor wydanej 1 września 1883 encykliki Supremi apostolatus, w której zalecił całemu Kościołowi codzienne nabożeństwa różańcowe przez cały miesiąc październik. Papież ten wydał później jeszcze kilkanaście następnych encyklik różańcowych20. Jeśli pamiętać o tym, że wówczas nie odprawiano Mszy świętych wieczorem, łatwo domyślić się, że ten sposób zachęcania do modlitwy różańcowej okazał się wyjątkowo skuteczny, tak że od czasów Leona XIII różaniec stał się w Kościele naprawdę modlitwą powszechnie znaną. Odnotujmy różańcową działalność rozpoczętą za pontyfikatu Leona XIII i pod jego wpływem wielkiego charyzmatyka świeckiego, bł. Bartolo Longo (1841-1926), budowniczego bazyliki w Nowej Pompei, który propagował ideę, że modlitwa różańcowa powinna owocować czynami życia chrześcijańskiego, a zwłaszcza miłosierdziem wobec ubogich21. Do tego dodajmy różańcowy charakter najważniejszych objawień maryjnych. W roku 1858 Matka Najświętsza kilkanaście razy objawia się małej Bernadecie Soubiroux, zawsze z różańcem w ręku. Różańcowy charakter objawień w Fatimie w roku 1917 jest tak znany, że nie trzeba o tym przypominać. Również w Gietrzwałdzie w roku 1877 Matka Najświętsza przekazała wizjonerkom swoje życzenie, żeby ludzie codziennie odmawiali różaniec. Rzecz jasna, wszystkie te wydarzenia pomogły wielu ludziom odkryć znaczenie, piękno i moc modlitwy różańcowej. W wieku XX zwłaszcza dwie oddolne inicjatywy różańcowe zasługują na odnotowanie i pamięć. Najpierw, podjęta przez ojca Patryka Peytona na początku II wojny światowej Krucjata Różańca Rodzinnego, którego główna idea sprowadzała się do tego, że poszczególne rodziny zobowiązywały się odmawiać codziennie przynajmniej jedną dziesiątkę różańca. W Polsce, szczególnie zasłużonymi promotorami tej krucjaty byli, od roku 1958, dwaj dominikanie, Szymon Niezgoda (1932-2002) i Reginald Wiśniowski ( którzy przeprowadzili setki różańcowych rekolekcji, w wyniku których setki tysięcy rodzin podjęły się codziennie odmawiać różaniec. Na szczególną pamięć zasługuje ponadto krucjata różańcowa o wolność ojczyzny, zainicjowana w roku 1948 przez dawnego niewierzącego, który po swoim nawróceniu został franciszkaninem, ojca Piotra Pawliczka. Około siedemset tysięcy ludzi zobowiązało się wtedy codziennie odmawiać różaniec. Po siedmiu latach modlitwy krucjata została uwieńczona spektakularnym zwycięstwem: 13 maja 1955, a więc dokładnie w rocznicę objawień fatimskich, władze ZSRR – bez żadnego politycznego powodu – podjęły decyzję wycofania swych wojsk z Austrii. W czasach komunizmu był to jedyny przypadek dobrowolnego wycofania się Sowietów z okupowanego przez nich kraju. Męczennicy różańcowi Szczególnym potwierdzeniem znaczenia modlitwy różańcowej są ci uprzywilejowani świadkowie wiary, których śmierć męczeńską spodobało się Opatrzności Bożej powiązać z różańcem. Zacznijmy od pierwszego wyniesionego do chwały ołtarzy Cygana, bł. Zefiryna Gimenez Malla, skazanego na śmierć w okolicznościach następujących. Kiedy czerwona Hiszpania szalała nienawiścią do wszystkiego co katolickie, Zefiryn ujął się za prowadzonym na rozstrzelanie młodym księdzem – było to w Barbastro pod koniec czerwca 1936 r. Rzecz jasna, tyle tylko osiągnął, że sam został aresztowany. “Gdy jeszcze znaleziono w jego kieszeni różaniec, jego los był przesądzony. Jeden z milicjantów, który znał Zefiryna jako dobrego człowieka, próbował go ratować, prosząc o dyskretne oddanie różańca w jego ręce. Zefiryn pozostał jednak wierny swoim przekonaniom. Odważnie wyznał wiarę, godząc się na więzienie i śmierć. W więzieniu modlił się na różańcu i pocieszał innych ”22. Skazany na śmierć, został rozstrzelany 2 sierpnia 1936 roku, beatyfikowany przez Jana Pawła II 4 maja 1997 roku. Dwóch jednoznacznych bohaterów różańca znajduje się w grupie 108 męczenników z czasów II wojny światowej, beatyfikowanych 13 czerwca 1999 r. Pierwszy z nich, ks. Władysław Demski z Inowrocławia, został z powodu różańca zatłuczony na śmierć 26 maja 1940 roku w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. A było to tak: Kiedy przypadkowo wypadł mu z kieszeni różaniec, esesmani kazali mu go podeptać. Kiedy ks. Władysław odmówił, Niemiec rzucił różaniec w błoto i kazał go księdzu pocałować. Ksiądz ukląkł i odszukał wargami krzyżyk różańca, co wywołało wściekłość strażników. Pobili go na śmierć i jeszcze próbowali się bawić nad ciałem męczennika23. Z kolei w Oświęcimiu, 4 lipca 1942 roku, poniósł śmierć inny męczennik różańcowy, ks. Józef Kowalski, salezjanin. Za odmowę podeptania różańca został pobity i przeniesiony do obozowej kompanii karnej. Kiedy kazano mu wejść na beczkę i wygłosić kazanie, ksiądz Józef “spokojnym głosem odmówił Ojcze nasz, Pod Twoją obronę i Witaj Królowo. Kapo Karl Langenhagen zepchnął go z beczki i skopał niemiłosiernie. Ksiądz Józef wrócił do baraku i modlił się, przeczuwając najgorsze. Po jakimś czasie zjawił się kapo Józef Mitas i zabrał go ze sobą. Ksiądz Kowalski oddał koledze ostatnią kromkę chleba i poprosił, żeby pomodlić się za niego i prześladowców. Został zmasakrowany i utopiony w beczce z fekaliami”24. Czuje się coś szatańskiego w nienawiści, jaką u różnych osobistych nieprzyjaciół Boga i Kościoła budził różaniec. Sądzę, że nie jest czymś nieracjonalnym domyślać się, że nienawiść ta jest odgłosem wściekłości szatana z powodu szczególnej potęgi modlitwy różańcowej. Szczególnie wiele prześladowań z powodu różańca zaznali katolicy w czasach sowieckich. “Z obsesyjną wręcz nienawiścią – że przytoczę słowa jednego z badaczy zagadnienia – prześladowano działalność Żywego Różańca”25. Tu Autor przywołuje świadectwo ks. Antoniego Chomickiego, który usłyszał kiedyś od oficera KGB, że Żywy Różaniec to coś gorszego niż bomba atomowa. Być może istotnym źródłem takiej nienawiści do Żywego Różańca była niemożność uwierzenia przez służbę bezpieczeństwa, że naprawdę jest to nabożeństwo czysto religijne. Oto fragment instrukcji “objaśniającej” lokalnych wyznaniowców, czym jest Żywy Różaniec: “Prawowierny katolik, żeby osiągnąć , musi codziennie odmówić 150 modlitw (70 razy , 60 razy , 20 razy , odliczając je na specjalnych paciorkach nazywanych różańcem. Ponieważ jednej osobie trudno przeczytać taką ilość modlitw, kościół zezwala przeczytać te modlitwy kolektywnie, zrzeszając grupy po 10 ludzi. Takie zebrania po 10 ludzi są prawdopodobnie praktykowane wśród katolików, przy czym w trakcie tych zebrań ich skład stabilizuje się. Zebrania te z reguły nie zawężają się tylko do odczytywania modlitw. Zmieniają się one w dyskusje dotyczące różnych, w tym też daleko niereligijnych tematów. w ten sposób zamienia się w działającą nieustannie zwartą grupę, dowodzoną przez tzw. ”26. Wiele faktów martyrologii różańcowej w ZSRR wydobył ks. Roman Dzwonkowski SAC. To on wydobył na światło dzienne męczeństwo inwalidki z Żytomierskiego, Janiny Jandulskiej, rozstrzelanej bez sądu za samo tylko zorganizowanie Żywej Róży. Chyba jeden tylko Pan Bóg wie, ilu męczenników zostało zamordowanych w Związku Sowieckim za swoje takie czy inne zaangażowanie w modlitwę różańcową. “Opowiadała mi – cytuję teraz ks. Dzwonkowskiego – p. Władysława Jaworska z parafii Sołobkowce, w rejonie jarmolińskim obwodu chmielnickiego, historię własnej rodziny, związaną ze sprawą Żywego Różańca. W roku 1938, gdy miała lat 7, został aresztowany jej ojciec. Uwięziono go z wieloma innymi Polakami w Płoskirowie. Udało mu się stamtąd przysłać żonie brudną koszulę, w której mankiecie ukrył karteczkę ze słowami: . Było ich w domu czworo. Napisał to, bo wiedział, że już nie wróci – i nie wrócił. Jak się później okazało, za worek pszenicy wydał wszystkich sąsiad, zresztą Polak”27. Jeszcze w latach siedemdziesiątych “zdarzało się na Ukrainie, że z konduktu pogrzebowego wyciągano mężczyznę, który odmawiał różaniec i karano wysokim ”. Na KGB księżom często zadawano pytanie o Żywy Różaniec i “tercjarów”28. Odnotujmy jeszcze świadectwo cierpienia za różaniec w polskich więzieniach stalinowskich. Jego autorem jest ks. Józef Sanak, więzień PRL w latach 1950-55, autor książki pt. Gorszy niż bandyta. Kapłan w stalinowskim więzieniu (Wyd. Platan 2001): “Bardzo niebezpieczną modlitwą był Różaniec. Różańce robiliśmy z kulek chleba. Gdy naczelnik więzienia znalazł przy kimś taki różaniec, natychmiast kazał mu go zjeść, nie licząc się z tym, że więzień po prostu mógł się udławić. My, starzy wyrafinowani więźniowie, wiedzieliśmy, gdzie i jak chować różańce, aby nie podpaść. Jeden Bóg wie, ile tych różańców chlebowych zmówiłem...”29. Nieznane u nas fakty z dziejów różańcowego męczeństwa w dalekiej Japonii odsłaniają nie opublikowane jeszcze badania Józefa Klimurczyka OP. Wielu spośród chrześcijan więzionych za wiarę, a następnie zamordowanych w Dniu Wielkiego Męczeństwa, 10 września 1622 roku, przekazało swoim bliskim różańce, jakie w oczekiwaniu na śmierć sporządzili w więzieniu. Te otrzymane od męczenników różańce były przechowywane jako drogocenna relikwia – i były później zarówno świadectwem oskarżenia w następnych prześladowaniach, jak źródłem mocy dla następnych męczenników. Owoce tych męczenników różańcowych – których imiona i liczbę zna jeden tylko Bóg – nieoczekiwanie objawiły się z górą dwa wieki później. Jak wiadomo, ostatnie prześladowania w Japonii – po których władze doszły do wniosku, że chrześcijan w tym kraju już nie ma – zakończyły się w roku 1637. Wtedy również zaczął się trwający aż do roku 1853 okres izolacji Japonii. Kilkanaście lat później, kiedy w Nagasaki francuscy misjonarze wybudowali kościół, zaczęli się do nich zgłaszać ukryci chrześcijanie, którzy przez prawie 250 lat bez księży i bez Eucharystii, a nawet bez Pisma Świętego, gruntownie odseparowani od Stolicy Apostolskiej i całego Kościoła, zdołali zachować – właśnie dzięki modlitwie różańcowej – wiarę katolicką. Ostatni misjonarze – jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku – przekazali im trzy kryteria, po których będą mogli poznać tych głosicieli Ewangelii, którym powinni zaufać: będą oni czcić Maryję, uznawać Papieża i żyć w celibacie. Temat męczenników różańcowych tutaj tylko sygnalizuję. Już Tertulian zauważył, że sanguis Martyrum – semen Christianorum – krew męczenników jest posiewem chrześcijan. Analogicznie, krew męczenników różańcowych na pewno przyczynia się do rozszerzania się w Kościele umiłowania modlitwy różańcowej. Dlatego powinniśmy sobie wzajemnie więcej o faktach takiego męczeństwa opowiadać. Wielka szkoda na przykład, że u nas w Polsce praktycznie nic nie wiemy o naprawdę poruszających dziejach męczeństwa różańcowego Kościoła w Irlandii. Próba uchwycenia samej istoty modlitwy różańcowej Spróbujmy teraz opisać samą istotę tej modlitwy, tak jak wydestylowało ją doświadczenie wielu pokoleń wiernych, modlących się na różańcu. Otóż po pierwsze, jest to modlitwa paradoksalna. Zanosi się w niej bardzo wiele słów, ale jej niejako założeniem jest to, żeby nie mówić w niej do Boga ani jednego słowa, a w każdym razie ani jednego słowa tylko od siebie. Święte słowa Modlitwy Pańskiej i Pozdrowienia Anielskiego mają nas wyciszyć i stworzyć atmosferę sprzyjającą temu, żebyśmy mogli głęboko usłyszeć to, co sam Bóg ma nam do powiedzenia. Po drugie, podczas tej modlitwy staramy się wsłuchiwać w rzeczy najważniejsze, jakie kiedykolwiek Bóg powiedział ludziom. Chodzi o wsłuchiwanie się w to, co Bóg powiedział już nie tylko do mnie czy do ciebie, ale do całej ludzkości, do wszystkich jej pokoleń. W medytacji różańcowej staramy się wsłuchać w ten Boży Przekaz, który został nam podany już nie tylko w naczyniu ludzkich słów, ale w Słowie Jednorodzonym, przez Jego wcielenie, całą działalność mesjańską, zbawczą śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie. Modlitwa różańcowa na tym bowiem polega, że Zdrowaśki odmierzają czas i stanowią coś w rodzaju melodii duchowej, wyciszającej mój umysł i zmysły, natomiast samym centrum swojej duszy staram się wówczas otwierać na Syna Bożego, mojego Zbawcę, który przemawia do mnie już nie tylko swoją nauką, ale tym wszystkim, czego dokonał dla naszego zbawienia. Celem przecież medytacji różańcowej jest wchłanianie w siebie tych zbawczych wydarzeń. Jeśli pamiętać o tym, że Msza Święta jest więcej niż modlitwą (jest ona bowiem rzeczywistym — mocą Ducha Świętego dokonanym — uobecnieniem zbawczej Ofiary Chrystusa), to czy chrześcijanin może sobie wyobrazić modlitwę wspanialszą niż różaniec? Wspaniałość różańca na tym się jednak nie kończy. Jest on modlitwą maryjną. Polega to na tym, że modląc się na różańcu, staramy się dokonać rzeczy obiektywnie niemożliwej: próbujemy patrzeć na Tajemnice naszego zbawienia tak, jak widziała je i przeżywała Matka Boża, i na Jej wzór staramy się je przyjmować i nimi nasycać. Dorównanie Jej w miłowaniu Chrystusa przekracza oczywiście nasze możliwości. Ona była przecież całkowicie bezgrzeszna i pełna łaski, my zaś jesteśmy ułomni i jeśli nawet ufamy Bogu, to nie potrafimy zaufać Mu bez reszty. Jednak już to, że staramy się Jej dorównać — jeśli tylko rzeczywiście się staramy — ogromnie nas do Chrystusa przybliża. Na koniec powiedzmy o tym, co w modlitwie różańcowej najwspanialsze. Otóż jeśli już otworzyliśmy się na Chrystusa Pana, przemawiającego do nas tą Miłością, którą okazał nam w czasie swego widzialnego przyjścia do nas; jeśli już w otwieraniu się na tę Miłość staramy się jakoś dorównać Jego Matce — wolno nam dołączyć się do Chrystusa Pana, który się wstawia za nami u Przedwiecznego Ojca. Wstawia się właśnie swoim wcieleniem, i przebywaniem wśród ludzi, i ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem, które przenikają nas coraz więcej dzięki medytacji różańcowej. W ten sposób możemy zanosić do Boga Słowo, do jakiego sami z siebie nigdy nie bylibyśmy zdolni, Słowo zawsze skuteczne, mające moc doprowadzić nas do życia wiecznego. Jak więc widzimy, te zachwyty, które słychać w Kościele na temat różańca, mają głębokie uzasadnienie. Różaniec jest czymś więcej jeszcze niż mądrą i skuteczną techniką medytacyjną. Jest próbą wchłonięcia w siebie samej istoty Ewangelii. Jacek Salij OP Przypisy 1. Monografię poświęconą “różańcowi” w różnych religiach, napisał znany badacz religii Dalekiego Wschodu, W. Kirfel, Der Rosenkranz. Ursprung und Ausbreitung, 1949 brak Książkę tę streszczam w artykule: J. Salij, Wartości i braki modlitwy różańcowej, [W:] Chrześcijańska odpowiedź na pytanie człowieka, [red. Szczepan Jaroszewski], Poznań 1974 2. Hermiasz Sozomen, Historia Kościoła, 6,29; tłum. Stefan Kazikowski, Warszawa 1980 3. Rainer Scherschel, Różaniec modlitwa Jezusowa Zachodu, tłum. Edmund Misiołek, Poznań 1988 W tym rozdziale książki Scherschela podano wiele innych świadectw takiego modlitewnego powtarzania Zdrowaś Mario. 4. Por. Grzegorz Wielki, Liber antiphonarius (PL 78, tenże, Liber responsalis (PL 78, Benedictus canonicus, Ordo Romanus (PL 78,1026n); autor nieznany, Breviarium (PL 86, 213); autor nieznany, Sanctorale (PL 86,1292n). Do góry >> parę słów... 5. R. Scherschel, Tam również informacja o bulli Jana XXII na ten sam temat. 6. Acta Sanctae Sedis necnon Magistrorum et Capitulorum generalium Sacri Ordinis Praedicatorum pro Societate SS. Rosarii Confraternitatibus SS. Rosarii, sodalitiisque Rosarii Viventis et Rosarii Perpetui, Lugduni 1891 7. Por. Ludwik Fanfani, Różaniec Najśw. Panny Marii. Historia – ustawodawstwo – praktyki pobożne, tłum. Gundysław Junik, Lwów 1935 8. Teksty Alana opublikował w roku 1619 A. Coppenstein w książce pt. Alanus redivivus, Moguntiae 1624. Z książki tej przetłumaczyłem fragment pt. Różaniec św. Dominika, w: Legendy dominikańskie, opr. J. Salij, Poznań 2002 Z tekstu jasno wynika, że Alan nie żywi najmniejszej wątpliwości co do tego, iż już św. Dominik wiązał z odmawianiem różańcowych pacierzy myśl o podstawowych tajemnicach wiary chrześcijańskiej. 9. H. Holzapfel, St. Dominikus und der Rosenkranz, München 1903. 10. R. Scherschel, 11. Th. Esser, Beitrag zur Geschichte des Rosenkranzes. Die ersten Spuren von Betrachtungen beum Rosenkranz, Der Katholik (Mainz 1897) 77/II ( Adolf von Essen und seine Werke. Der Rosenkranz in der geschichtlichen Situation seiner Entstehung und in seinem Anliegen, Frankfurt/M 1972; Do góry >> parę słów... 12. 13. Acta Sanctae Sedis... pro Societate SS. Rosarii, 14. Przytoczmy tytuł tego zbioru bez skrótów: Acta Sanctae Sedis necnon Magistrorum et Capitulorum generalium Sacri Ordinis Praedicatorum pro Societate SS. Rosarii Confraternitatibus SS. Rosarii, sodalitiisque Rosarii Viventis et Rosarii Perpetui, volumen secundum (partes 1-5) Monumenta SS. Rosarii complectens, Lugduni 1891. Dokumenty papieży oraz różnych urzędów Stolicy Apostolskiej obejmują trzy pierwsze części tomu drugiego. 15. Acta Sanctae Sedis... pro Societate SS. Rosarii, Znamienne jest tutaj nawiązanie do Psalmu (121,1) – różaniec jest przecież pomyślany jako Psałterz Najświętszej Maryi Panny. 16. 17. Acta Sanctae Sedis... pro Societate SS. Rosarii, Odnotujmy, że już wcześniej papieże pozwalali na obchodzenie tego święta, np. Pius V – dekretem z 27 sierpnia 1570 – zatwierdza dla Messyny obchodzone tam już od dwudziestu lat to święto w oktawę Wielkanocy ( a dekretem z 5 marca 1572, zatem już po bitwie pod Lepanto, zatwierdza obchodzenie tego święta dla Martorell w każdą drugą niedzielę maja ( 18. Często wspomina się o nich w dokumentach Stolicy Apostolskiej, por. Acta Sanctae Sedis... pro Societate SS. Rosarii, 97. 198. 233. 364. 391. 408. 517; 608. 627n. 635. 680-684. 743. 747-749. 797. 801. 824n. 19. Por. L. Fanfani, 20. Leon XIII, Różaniec Marii. Encykliki papieskie, tłum. Konstanty M. Żukiewicz, Lwów 1935 21. Por. Zygmunt Podlejski, Sól ziemi i światłość świata. Święci i błogosławieni wyniesieni na ołtarze przez Jana Pawła II, t. 1 Kraków, Wydawnictwo Księży Sercanów, Do góry >> Matka Boża Zwycięska 22. Z. Podlejski, Nie udało mi się dotrzeć do biografii tego błogosławionego: Don Mario Riboldi, Prawdziwy Kalo, tłum. Edward Wesołek SJ, Mediolan 1994. 23. Z. Podlejski, 24. Z. Podlejski, 25. Włodzimierz Osadczy, Wierzyli wbrew nadziei. Z dziejów przetrwania Kościoła łacińskiego na Ukrainie radzieckiej w okresie powojennym, Ethos 2001 nr 53-54 26. Tamże. Świadectwo dość podobnego “pomieszania z poplątaniem” na temat różańca zapisał kapucyn, o. Hilary Marcin Wilk. Jeden z pięciu zarzutów, jaki postawiono autorowi brzmiał: “Organizowałem i popierałem kółka różańcowe. W języku rosyjskim różaniec utożsamiali z , to jest , czyli broń wojenna, narzędzie wojenne. Do tego dołączono pojęcie naszej eucharystycznej puszki ołtarzowej – jako wojennej, to jest armaty, którą przechowujemy w kościele” – H. M. Wilk, Ty nie zginiesz, Lublin 2001 27. Za wschodnią granicą. 1917-1993, z Romanem Dzwonkowskim rozmawia Jan Pałyga, Warszawa 1993 Być może wiele innych świadectw tego rodzaju znajduje się w (niestety, nieznanej mi) książce Mariana Jonkajtrysa, Różaniec Sybiracki, Biblioteka Sybiraka, 170. Do góry >> Męczennicy różańcowi 28. Dz. cyt., Tajemnicze świadectwo cierpienia za różaniec podaje w swoich wspomnieniach z Syberii prof. Barbara Skarga, świadectwo tym bardziej interesujące, że jego przekazicielka nie jest katoliczką. Opowieść tę Pani Skarga usłyszała bezpośrednio z ust jej bohatera, żołnierza sowieckiego walczącego z Finami, który stracił łączność ze swoim oddziałem i ukrywając się w ciągu dnia w jamie ze śniegu, nocami próbował odnaleźć swoich kolegów. “Gdy trzeciego dnia znalazł wykopaną przez samego siebie jamę i poznał własne ślady, zrozumiał, że nie ma dla niego ratunku. (...) Ogarnęła go rezygnacja, nie miał sił walczyć dalej. Oczy mu się kleiły, różne widzenia roiły się w głowie. I nagle dostrzegł dziwną jasność, coraz wyraźniejszą i coraz mocniejszą. Szła ku niemu, aż dojrzał niewiastę, która trzymała za rękę zastrzelonego fińskiego chłopca. Zaczął się trząść ze strachu. Ona zaś rzekła tylko: on ci przebaczył, i wskazała na chłopca. A potem kazała mu iść prosto i podała jakiś łańcuszek”. Wkrótce odnalazł swój oddział. “Łańcuszek nosił zawsze na szyi, nie rozstawał się z nim. Przez ten łańcuszek go aresztowano. Kazano mu zdjąć, odmówił. Jak to – perswadowano mu – ty że komsomolec i w głuposti wierisz? Nie odpowiadał. Chciano siłą zabrać. Nie pozwolił. Wsadzono go do aresztu. Wysiedział. Wyrzucono z partii za bigoterię. Zgodził się bez słowa. Wreszcie oddano pod wojskowy trybunał. Został oskarżony o sianie wrogiej religijnej propagandy i sprzeciwianie się władzy. Dostał dziesięć lat. Łańcuszek był zwykłym różańcem o nieudolnie wyciętych z drzewa ziarenkach z nieproporcjonalnie dużym krzyżykiem. Ktoś go w szpitalu nauczył, że trzeba trzymać ziarenko i modlić się. Żadnych modlitw nie znał, mówił więc tak od siebie, o tym, co go bolało” – Barbara Skarga, Po wyzwoleniu... 1944-1956, Poznań 1990 29. Pastores 2002 nr 15 Strona główna
gdy w kościele róż tysiące tekst